Nieprzejezdne drogi i zerwane mosty uniemożliwiają zespołom ratowniczym dotarcie do wielu obozów. Największe straty poniósł nisko położony obóz w Ifo, niedaleko miasteczka Dadaab, gdzie ucierpiało 90% z zamieszkałych tam 54 tys.uchodźców. Z tysięcy domów, ok. 95% zostało zalane przez powódź. Domy zbudowane z gałęzi i błota nie wytrzymały naporu wody. Mieszkańcy, którzy zostali bez dachu nad głową, śpią na drzewach w obawie przed atakami dzikich zwierząt. Jak podaje UNHCR, latryny w obozie zostały podmyte przez powódź, co grozi wybuchem epidemii cholery. W obozach dla uchodźców nie ma dostępu do czystej wody, brakuje leków i pożywienia. Kenijskie władze, Światowy Program Żywnościowy ONZ i inne organizacje humanitarne wspólnie prowadzą akcję ratunkową. Jak podają przedstawiciele władz kenijskich, paczki z żywnością są wysyłane drogą powietrzną w rejony powodzi.
Ponad 150 tysięcy ludzi znajdujących w strefie dla uchodźców Dadaab zostało odciętych od świata w wyniku wydanego przez kenijski rząd powszechnego zakazu przemieszczania się. Wyłącznie jednostki ratownicze mogą się poruszać swobodnie – informuje kenijska telewizja. Siras Gitar, Minister ds. Bezpieczeństwa Wewnętrznego wyjaśnił, że restrykcje dotyczące podróżowania miały zapobiec rekrutacji Somalijczyków do walki w konflikcie zbrojnym w kraju. Bashcash Jugsoday, korespondent dla BBC w mieście Garissa uważa, że zakaz ten wpłynie negatywnie na handel prowadzony przez somalijskich uchodźców wewnątrz obozów, stanowiący ich główne źródło utrzymania.
Według prognoz meteorologicznych trwające od początku listopada obfite deszcze mogą utrzymać się jeszcze kilka tygodni.
Źródło: BBC