Portrety
... Wejscie
... Galeria
... Portrety
... Nagrania
Ktoś musiał mnie zdradzić Pochodzi z Czeczenii, w Polsce jest od 2004 roku. Dziś, gdy opowiada o tym, co go spotkało w rodzinnym kraju, zaczyna się jąkać. Jest nerwowy, niespokojny. Nie wierzy, że jego życie w Polsce dobrze się potoczy. Nie wybierałem kraju docelowego, nie miałem pojęcia gdzie jechać. Od przyjaciół dowiedziałem się, że mogę pojechać do Polski. Zresztą nie miałem nawet za wiele czasu, aby decydować. Po ostatnim aresztowaniu mnie przez FSB w Achkhoy-Martan zostałem przewieziony do biura komendanta milicji. Wiedzieli o mnie wszystko, o mojej działalności też. Ktoś musiał mnie zdradzić. W areszcie spędziłem 3 dni. Byłem bity, moje ręce pocięto nożem; mam blizny, które to potwierdzają. W ten sposób chcieli mnie zmusić do współpracy. Po tym wszystkim zdałem sobie sprawę, że nie mogę tam zostać dłużej. Na posterunku zapewnili mnie, że jeśli nie przyjmę ich oferty, oni nie będą mieli wyboru i będą zmuszeni rozpowszechnić informację o mojej współpracy z nimi. Wtedy powiedziałam mojej żonie i synowi, aby zaczęli się natychmiast pakować. Kazałem im jechać do Georgievska, gdzie jest najbliższa stacja kolejowa. Poprosiłem kolegę ze szkoły, aby mnie tam zawiózł ciężarówką, ukrył mnie pod drewnianymi skrzynkami z jabłkami. Udało nam się dostać na pociąg do Brześcia. Opuściłem swój kraj ze względu na strach o moją rodzinę i o samego siebie. Bardzo się bałem o nasze bezpieczeństwo i życie. To był mój powód opuszczenia kraju. Trudno mi dziś opisać, jak się czułem, kiedy moja rodzina straciła wszystko. Albo o naciskach władz, o strachu o bezpieczeństwo i życie mojej rodziny. Bardzo trudno jest zrozumieć, że człowiek taki jak ja musi uciekać z własnego kraju w miejsce, którego nie zna i nie wie, co go tam czeka. Uciekając z Czeczenii miałem tylko jedną myśl: chciałem być bezpieczny. Nie miałem więcej oczekiwań. Po przyjeździe do Polski zadzwoniłem do brata. Dowiedziałem się, że w Czeczenii ogłoszono zemstę na mojej rodzinie. Po moim wyjeździe tajne służby faktycznie rozpowszechniły informację, że zdradziłem wiele osób, które zostały następnie zabite przez rosyjskie oddziały lub zaginęły. To rodziny tych osób wezwały do zemsty na mnie i mojej rodzinie. Dowiedziałem się też, że jakieś osoby wypytywały o mnie w Czeczenii, gdzie mieszkam i takie tam rzeczy… To dlatego nie czuję się bezpiecznie, chciałbym stąd wyjechać dalej. Już nie przez wzgląd na siebie, tylko na swojego syna. Pierwszy kontakt z Polską mieliśmy na granicy. Strażnicy byli dla nas dosyć niemili, ale rozumiem, że muszą wykonywać swoje obowiązki. Powiedziałem, że chcę otrzymać status uchodźcy. Strażnicy dali nam mapę z informacjami po rosyjsku, jak dotrzeć do ośrodka dla uchodźców w Dębaku. Powiedziano nam, że tam otrzymamy wszelkie informacje. Dwa dni po przyjeździe do Dębaka zostaliśmy przydzieleni do Czerwonego Boru, innego ośrodka dla uchodźców. Dwa tygodnie później poprosiłem o przeniesienie do Białegostoku, mieszkali tam moi znajomi. Otrzymałem pozwolenie; mieszkaliśmy w Białymstoku 4 miesiące. Kiedy dostałem informację o ogłoszeniu krwawej zemsty na mojej rodzinie, złożyłem podanie do władz w Dębaku o ponowne przeniesienie. Nie chciałem dalej mieszkać w ośrodku dla uchodźców, nie czułem, że jest to bezpieczne miejsce dla mojej rodziny. Po miesiącu otrzymałem odpowiedź, że mogę się przenieść znowu do Dębaka. Zapewniono nas, że będziemy pod szczególnym nadzorem bezpieczeństwa. Problemem dla mnie było to, że do ośrodka każdy mógł wejść i wyjść. Główne wejście było strzeżone, ale kilka kroków dalej była zupełnie nie strzeżona otwarta brama. Dlatego napisałem do władz ośrodka kolejne podanie – o zgodę na mieszkanie poza ośrodkiem. Otrzymałem zgodę i pieniądze na wynajęcie mieszkania. Kilka miesięcy później dostałem zgodę na pobyt tolerowany. Przestali płacić ni pieniądze i wycofali całą pomoc. Podczas pobytu w ośrodku uczyłem się polskiego. Przekonałem syna, żeby też się uczył. Mieliśmy zajęcia dwa razy w tygodniu. Podczas pobytu w Dębaku spotkałem też jednego mężczyznę, który pracował tam jako hydraulik, poprosił mnie abym mu pomagał. To była jedyna możliwość, aby zarobić dodatkowe pieniądze na życie. Nie mogę sobie wyobrazić mojego życia tutaj bez jego pomocy. To on pomógł nam znaleźć mieszkanie. Początkowo płaciliśmy właścicielowi 1000 złotych, potem musiałem zacząć pracować dla właściciela, który bierze moją wypłatę jako zapłatę za wynajem. Nie czuję się zintegrowany z polskim społeczeństwem. Czuję się tu wyobcowany. Często słyszę na ulicach, że Czeczeni są niewykształceni, niekulturalni. To boli, ale rozumiem Polaków, oni również są doświadczeni przez czas. Często mnie pytają, dlaczego tutaj jestem, dlaczego wybrałem taki biedny kraj na miejsce zamieszkania. Polska nie może nawet pokryć podstawowych potrzeb własnych obywateli, o uchodźcach nawet nie wspominając. Nie ma programów integracyjnych dla ludzi z pobytem tolerowanym. Musimy radzić sobie ze swoimi problemami sami. Mam duże problemy ze znalezieniem pracy. Jadąc do Polski, nie miałem planów zawodowych, myślałem wyłącznie o zagrożeniu. Jestem inżynierem. Kiedy w 1994 roku zaczęła się wojna, nie mieszkałem w Czeczenii. Życie toczyło się w miarę normalnie do czasu oblężenia szpitala w Budionnowsku przez Basajewa. Wtedy nasze życie się zmieniło. Szybko zostałem zdegradowany w pracy. Raz w miesiącu przychodziła do nas milicja i zmuszała do wyjazdu do Czeczenii. Nie miałem gdzie mieszkać w Czeczenii, ale w końcu musiałem tam wyjechać. Polacy pracodawcy nie ufają obcokrajowcom. Mogę tylko pomagać polskim pracownikom, chociaż często widzę, że mogę pracę wykonywać lepiej, niż oni. Jestem zarejestrowany w urzędzie pracy, ale do tej pory nie otrzymałem żadnej oferty. Próbuje znaleźć coś sam, pytając sąsiadów i oferując pomoc. Nie zamierzam zostać w Polsce, dlatego ani ja, ani nikt z mojej rodziny nie chodził tutaj do szkoły. Uważam jednak, że edukacja jest najważniejszym elementem w procesie integracyjnym. Moim głównym zmartwieniem jest mój syn - ma 20 lat i powinien studiować, ale ja nie mogę mu w tym pomóc. Nie mam stałej pracy. Nie mam pieniędzy, żeby wysłać go na wyższe studia. Budzę się i kładę spać z tą myślą. Powoduje to u mnie stres i depresję. Myślę, Polska mogłaby wykorzystać potencjał tych osób, które przybywają tutaj, aby znaleźć schronienie. Ci ludzie na prawdę zasługują na normalne warunki życia. Może można by rozpocząć przedsięwzięcie, które dawałoby im szanse na zatrudnienie. (luty, 2006) Historii wysłuchał Kostiantyn Savchenko Tekst zredagowała Agnieszka Kosowicz
Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Uchodźczego