Portrety
... Wejscie
... Galeria
... Portrety
... Nagrania
Musimy radzić sobie sami Jest uchodźcą z Kuby, w Polsce już ponad pięć lat. Otwarty i szczery, twierdzi, że jest pesymistą. Miałem dużo powodów żeby wyjechać ze swojego kraju, większość z nich natury politycznej. Ciężko jest żyć w społeczeństwie, gdzie nie masz prawa nie tylko mówić o tym, co myślisz, ale także nie możesz myśleć o tym, o czym chcesz. Cały czas czułem, że jestem obserwowany, jak zresztą wielu moich kolegów. Nawet jeśli się zgadzałeś z władzami, oni zawsze mogli cię wezwać i spytać, np. dlaczego się nie uśmiechałeś podczas przemówienia szefa na temat dokonań rewolucji. A jak można się uśmiechać, kiedy ciągle myślisz o tym, że twoja rodzina nie ma co jeść, że nie ma pieniędzy na leki dla mojej mamy, która jest starszą osobą, że pewnie znowu nie będzie prądu, kiedy wrócę do domu.. Byłem podejrzewany o związki z CIA. Możliwe, że to z powodu mojego ojca, który przez poglądy polityczne spędził wiele lat w więzieniu. Mój wujek został rozstrzelany w 1961 roku, bo nie przyjął rewolucji. Oprócz tego, jestem katolikiem, a ci na Kubie są uważani za opozycjonistów. Na dodatek, po pierestrojce w Związku Radzieckim, wszyscy studenci, którzy tam studiowali – tak, jak ja - zostali uznani za wrogów narodu na Kubie. To były najważniejsze powody, które nakłoniły mnie do wyjazdu. Pierwszym krajem, do którego poleciałem, była Rosja. Myślę, że wybór uwarunkowany był moją znajomością rosyjskiego - studia wyższe ukończyłem w Odessie, na Ukrainie. Ale w Rosji napotkałem bardzo wiele przeszkód ze strony władz. Nie mogłem potwierdzić tego, ze jestem tam legalnie, ktoś powiedział mi, że nie jest łatwo dostać status uchodźcy w Rosji. Wtedy postanowiłem wyjechać dalej. Miałem dwie możliwości: Polska i Czechy. Ale do Czech potrzebowałem wizy, a pieniędzy wtedy za dużo nie miałem. Stąd ten wybór. Przyjechałem do Polski pociągiem. Wtedy nawet nie wiedziałem, jak wygląda procedura uzyskania azylu w Polsce. Właściwie, jadąc tutaj, niczego się nie spodziewałem. Po prostu nie chciałem być stale kontrolowany i obserwowany, jak było na Kubie. Oczywiście myślałem, że moje życie będzie lepsze, ale bez konkretów. Spodziewałem się jedynie, że jak w innych krajach dostanę od państwa mieszkanie. Ale się zawiodłem. Po miesiącu mieszkania w ośrodku dla uchodźców w Dębaku przeprowadziłem się do mieszkania, które mi pomogli wynająć koledzy z pracy. Oni pomogli mi też załatwić formalności, gdyż nie mówię za dobrze po polsku. Warunki są raczej skromne, ale wystarczające. Mam dobre stosunki z sąsiadami, nawet z poprzedniego miejsca zamieszkania. Czekałem na decyzję o nadaniu statusu uchodźcy 15 miesięcy. Była pozytywna, miałem tylko problem z zameldowaniem. Ale poradziłem sobie. Teraz mieszkam razem z moim 18 letnim synem. Pracuję jako lektor w szkole. Uczę hiszpańskiego i francuskiego. Wszystko niby dobrze. Mam dużo znajomych wśród obcokrajowców mieszkających w Polsce, czasem się z nimi spotykam i gdzieś wychodzimy. Nie mogę powiedzieć, ze czuję się zintegrowany z tym krajem. Moim zdaniem, w Polsce nie istnieje program integracji uchodźców ze społeczeństwem. Nie można żyć normalnie w kraju, nie mówiąc w języku tego kraju, bez możliwości wynajęcia mieszkania. Myślę, że to są największe przeszkody w procesie integracji. Nie znasz języka – nie znajdziesz pracy. A przecież zasiłek w wysokości 300-400 zł nie wystarcza na nic. To z kolei zmuszało mnie do pracy na czarno, ponieważ (w czasie trwania procedury) nie miałem zezwolenia na pracę. Możliwe, że mój przypadek nie jest typowy, ponieważ nie miałem problemów ze znalezieniem pracy. Nie spodziewałem się, że znajdę pracę jako meteorolog, jak to było na Kubie. Po prostu chciałem robić cokolwiek. Nie wiedziałem nic o rynku pracy w Polsce. Nie szukałem pracy, miałem ją od początku, jak tylko przyjechałem. Na początku pracowałem na czarno, teraz, kiedy już mam status, mogę pracować legalnie. Nie miałem żadnego wsparcia ze strony władz ani agencji pośrednictwa, ale, szczerze mówiąc, nie potrzebowałem tego wsparcia. Czasem jestem dyskryminowany ze strony polskich nauczycieli, ale myślę, że po prostu zazdroszczą mi mojego hiszpańskiego. Jestem całkowicie zadowolony z wynagrodzenia, które dostaję. Mogę nawet powiedzieć, że lubię moją pracę, chociaż nigdy wcześniej nie pracowałem w tym zawodzie. Jednym z moich problemów jest słaba znajomość polskiego. Uczęszczałem na kurs języka polskiego prowadzonego przez PAH. Był to darmowy kurs, ale poziom nauczania był za niski. Teraz mogę czytać, rozumiem prawie wszystko, ale wciąż nie mówię dobrze. Jeśli chodzi o mojego syna, to myślę, że on ma odpowiedni dostęp do nauki. Szkoła jest blisko domu. Mam cały czas konflikt z kadrą pedagogiczną, ponieważ nauczyciele nie chcą prowadzić dodatkowych zajęć z moim synem. Ale mam nadzieję, że to się zmieni. Chciałbym rekomendować władzom polskim, żeby zwróciły uwagę na konieczność prowadzenia kursów języka polskiego i prawa dla osób ubiegających się o status i uchodźców. Potrzebna jest też modernizacja, a raczej stworzenie programu integracji dla tych osób. Na razie musimy sobie radzić ze swoimi problemami sami. Znam dużo osób, które chcą wyjechać z Polski ze względu na problemy, z którymi muszą się tutaj borykać. (luty, 2006) Historii wysłuchał Kostiantyn Savchenko Tekst zredagowała Agnieszka Kosowicz
Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Uchodźczego