Portrety
... Wejscie
... Galeria
... Portrety
... Nagrania
Polak z plemienia Nuba Z Sudanu do Polski trafił ponad 20 lat temu – studiował marketing i zarządzanie. Dziś ma żonę Polkę i dzieci. Status uchodźcy dostał w 2000 roku, niedawno – polskie obywatelstwo. Bezpośredni, otwarty, z innymi Sudańczykami założył niedawno związek społeczności sudańskiej w Polsce. W 1986 roku przyjechałem z Sudanu do Polski na studia. Podczas mojego pobytu w tym kraju w Sudanie nastąpiły zmiany, które uniemożliwiły mi powrót do ojczyzny. Górski region Nuba stał się pierwszą linią frontu pomiędzy SPLM a siłami rządowymi. Jedynym sensownym wyjściem dla mnie było ubieganie się o azyl w Polsce. Złożyłem wniosek o status uchodźcy w roku 1996. W tamtym czasie nie posiadałem żadnej wiedzy na temat procedur związanych z przyznawaniem statusu uchodźcy. Wydawało mi się, że nie potrzebuję pomocy tłumacza, gdyż znałem język polski. Mimo to do rozmowy przydzielono mi tłumacza. Osoba przeprowadzająca ze mną wywiad zwracała uwagę tylko na to, co mówił tłumacz, a ten nie był w stanie dokładnie przekazać tego, co miałem do powiedzenia. W rezultacie otrzymałem decyzję odmowną. Poinformowano mnie, iż straciłem jedyną szansę na uzyskanie statusu uchodźcy. Przez pewien czas czułem się bardzo zawiedziony i rozczarowany. Po otrzymaniu decyzji odmownej postanowiłem dowiedzieć się, jak dokładnie wygląda procedura związana z przyznawaniem statusu uchodźcy. Zacząłem czytać przepisy. W roku 2000, dzięki Polskiej Akcji Humanitarnej oraz uniwersyteckiej Poradni Prawnej, dowiedziałem się, iż mogę ponownie starać się o przyznanie statusu uchodźcy. Prawnik z Poradni towarzyszył mi, gdy ponownie składałem wniosek o status, abym czuł się pewniej. Początkowo zostałem powiadomiony, że nie mam szans na otrzymanie statusu uchodźcy. Wtedy, wraz z prawnikiem, poinformowaliśmy osoby z nami rozmawiające, że posiadamy nowe dowody w mojej sprawie. Kilka tygodni później umówiono mnie na spotkanie (wywiad statusowy). Spotkanie trwało prawie cały dzień. Przyniesiono moje stare akta, które następnie porównywano z nowymi, dostarczonymi przeze mnie danymi. Tym razem spotkanie przebiegło pomyślnie. Umożliwiono mi mówienie po polsku, dzięki czemu mogłem dokładnie opisać moją sytuację. Podczas rozmowy czułem się bezpiecznie i komfortowo, gdyż wiedziałem, że towarzyszy mi prawnik, na którego mogę liczyć. Rok później otrzymałem decyzję o przyznaniu mi statusu uchodźcy. Mam problemy z nogą, tak więc podczas trwania procedur skierowano mnie do ośrodka dla uchodźców w Dębaku na konsultacje z lekarzem. Nie przesadzając, rozmowa w Dębaku w sprawie nogi była trudniejsza od tej, którą odbyłem podczas starania się o status uchodźcy. Pytano mnie o rzeczy, o które moim zdaniem nie powinienem być pytany. Osoby rozmawiające ze mną były bardzo zdziwione, dlaczego nie mieszkam w ośrodku dla uchodźców. Po konsultacji z lekarzem musiałem jeszcze udać się do pielęgniarki. Nie wiedząc, że rozumiem język polski, wypowiadała się o mnie w bardzo nieprzyjemny sposób. Gdy zacząłem mówić po polsku, i dotarło do niej, że rozumiałem wszystko, co wcześniej powiedziała, była zawstydzona. Podczas wizyty u lekarza byłem zaskoczony liczbą osób starających się o azyl, które nie mówią po polsku. Ludzie nie byli w stanie opisać swoich dolegliwości, wykonać najprostszych poleceń, w większości nie rozumieli nawet, co mówił do nich lekarz. Po części nie czułem się ‘jednym z nich’. Nie wyobrażam sobie, w jaki sposób są oni w stanie funkcjonować w codziennym życiu. Wydawało mi się, że ich życie przypomina więzienną egzystencję. Gdy już miałem status uchodźcy Polska Akcja Humanitarna oraz Fundacja Haliny Nieć pomogły mi w staraniu się o mieszkanie ze spółdzielni mieszkaniowej. Pierwsza odpowiedź, jaką otrzymałem z gminy, była pozytywna - napisano, iż przyjęli moją prośbę, oraz że postarają się ja zrealizować. Po jakimś czasie dostałem jednak wiadomość, że nie są w stanie przydzielić mi żadnego lokum w związku z brakiem wolnych mieszkań. W tym okresie mieszkałem poza Warszawą wraz z żoną, dziećmi i teściami. Po pewnym czasie znalazłem pracę w akademii językowej w Zielonej Górze i przeprowadziłem się do tego miasta. Niestety, miałem wypadek, podczas którego złamałem sobie nogę, w związku z czym byłem zmuszony do powrotu do teściów. Kiedy uświadomiłem sobie, iż w mieście, w którym mieszkałem, nie miałem żadnych szans na znalezienie pracy, postanowiłem przeprowadzić się do Warszawy. Wynająłem tam mały pokój, wykonywałem dorywcze prace, między innymi tłumaczenia. Ostatnio złożyłem CV do ambasady, teraz czekam na odpowiedź. Pracę w Zielonej Górze znalazłem dzięki Polskiej Akcji Humanitarnej, ale przede wszystkim sam staram się szukać zajęcia. Co poniedziałek kupuję gazetę i przeglądam ogłoszenia o pracę. Uważam, że nie powinienem brać udziału w żadnym specjalnym programie pomagającym w znalezieniu zatrudnienia. Sam jestem w stanie znaleźć sobie pracę. Moim największym problemem jest to, że nie ukończyłem studiów. Studiowałem marketing i zarządzanie. Mam wrażenie, że gdybym uzyskał dyplom, byłoby mi teraz łatwiej znaleźć jakieś zajęcie. Jednak z drugiej strony, w związku z moim stanem zdrowia, nie jestem w stanie wykonywać żadnych prac fizycznych. Znalazłem organizację oferującą kursy osobom niesprawnym fizycznie. Wydawały się interesujące, więc postanowiłem w nich uczestniczyć. Dzięki temu nauczyłem się, jak posługiwać się programem Excel oraz jak programować w kodzie HTML. Było to dla mnie niezwykle istotne, gdyż miałem możliwość zdobycia nowych umiejętności. Czuję się w pełni zintegrowany z Polskim społeczeństwem. Już podczas studiów moi koledzy nazywali mnie ‘czarnym Polakiem’, co poniekąd sprawiało mi przyjemność, gdyż czułem się akceptowany, jako jeden z nich. Podczas moich licznych podróży po Polsce gościło mnie wiele polskich rodzin. Mogę powiedzieć, że znam ten kraj oraz jego kulturę. Dobrze mówię po polsku. Mam tu rodzinę, żonę oraz dzieci. Spotkania oraz rozmowy z ludźmi nie sprawiają mi problemów. Zacząłem się uczyć polskiego już w szkole, ale myślę, że kluczowe znaczenie w nauce tego języka miały lata studiów, kiedy miałem nieustanny kontakt z Polakami. Zdarzyło mi się kilkakrotnie doświadczyć w Polsce dyskryminacji, jednak musze przyznać, że za każdym razem kończyło się to dla mnie dość szczęśliwie. Jeśli dobrze pamiętam, miałem około 10 takich sytuacji, jak na 20 lat pobytu w Polsce to nie jest tak wiele. Pamiętam przypadek, gdy podczas studiów zaatakowano mnie i moich przyjaciół. Zanim zdążyła przyjechać policja, nasi oprawcy zdołali uciec. Innym razem, kiedy wychodziłem z uczelni, próbowała mnie złapać i pobić grupa skinheadów. Na szczęście udało mi się uciec do kawiarni. Tam zostałem, dopóki osobnicy ci się nie oddalili. Miało miejsce jeszcze kilka podobnych sytuacji, ale uważam się za szczęściarza, ponieważ za każdym razem udawało mi się wyjść cało z opresji. Wiem, że inni członkowie mojej społeczności nie mieli tyle szczęścia. Po spotkaniach z nieprzyjaznymi osobami często kończyli w szpitalach lub mieli powybijane zęby. Raz postanowiliśmy wnieść oskarżenie na policji przeciwko naszym oprawcom, jednakże w końcu wycofaliśmy zarzuty. Wiem, że skinheadzi i rasiści stanowią mniejszość, większość Polaków jest przyjaźnie nastawiona do cudzoziemców. Skinheadzi to ludzie, którzy nie potrafią sobie radzić z własnymi problemami. Z tego powodu ogarnia ich wielka złość, którą próbują wyładować na innych. Szkoda mi ich, i uważam że bez wątpienia potrzebują pomocy. W oparciu o moje doświadczenie uważam, iż Polska opieka zdrowotna jest na wysokim poziomie. Za każdym razem, kiedy tego potrzebowałem, czy to podczas trwania procedury azylowej, czy w czasie posiadania statusu uchodźcy, miałem możliwość konsultacji z lekarzem. Nigdy nie miałem żadnych związanych z tym trudności. Nawet w Dębaku doktor był miły, a wszystkie urządzenia były sprawne. Kilka miesięcy temu, kiedy złamałem sobie nogi, również wszystko było w porządku i dobrze mnie leczono. Teraz, kiedy posiadam obywatelstwo polskie, nie mam problemów z dostępem do polskiego systemu zdrowotnego. Myślę, że mam przed sobą bezpieczną przyszłość w Polsce i nie widzę żadnego powodu, by myśleć inaczej. Mam polską żonę oraz trójkę dzieci, którzy sprawiają, że czuję się bardzo szczęśliwy. Jedyne, co mógłbym zalecić władzom polskim, to skrócenie procedur związanych z ubieganiem się o status uchodźcy. Ludzie czekający na decyzję nie mają co ze sobą zrobić, nie mogą pracować, ani studiować, co jeszcze bardziej ich pogrąża. Ponadto uważam, iż należałoby ostrożniej dobierać tłumaczy i współpracować jedynie z tymi, którzy rzeczywiście biegle władają językiem i są w stanie tłumaczyć nawet najdrobniejsze szczegóły. W przypadku arabskiego jest to niezwykle istotne. Jeśli tłumacz mówi syryjskim arabskim, a osoba, z którą rozmawia, posługuje się sudańskim arabskim, to nie będą mieli większych problemów z porozumieniem się, ale nie będą potrafili wychwycić szczegółów rozmowy. Chciałbym również, by polskie władze konsultowały się z uchodźcami, którzy są tu od dłuższego czasu; żeby dowiadywały się od uchodźców, z czego są zadowoleni, a co należałoby usprawnić. Myślę, że takie opinie oparte o doświadczenie mogłyby stanowić niezwykle cenne informacje dla polskich władz. Na własnym przykładzie zdążyłem zaobserwować, że polskie władze nie zawsze przekazują cudzoziemcom pełne informacje, licząc na to, że osoby starające się o azyl i uchodźcy sami udadzą się do organizacji pozarządowych, by tam zasięgnąć porad i prosić o pomoc. Myślę, że nie jest to dobrym rozwiązaniem, przecież nie wszyscy wiedzą o istnieniu organizacji pozarządowych. Jestem osobą optymistycznie nastawioną do życia, uważam więc, że moja historia jest pozytywna. Bez wątpienia przydarzały mi się również przykre sytuacje, i je także chciałbym opisać, ale jedynie w celu uchronienia innych od powtarzania tych samych błędów. (luty, 2006) Historii wysłuchał Ervin Bartis Tekst zredagowała Agnieszka Kosowicz
Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Uchodźczego