Portrety
... Wejscie
... Galeria
... Portrety
... Nagrania
Pragnę zwyczajnie cieszyć się życiem Kiedy przyjechała do Polski z Chin, była jeszcze nastolatką. Drugiej tak pogodnej i optymistycznej uchodźczyni trudno by w Polsce szukać. Mimo kilkuletniej przerwy w nauce (wynik ucieczki z kraju) kończy teraz w Polsce średnią szkołę i wybiera się na studia. Opuściłam mój kraj ze względu na opłaty, które ja lub moi rodzice musielibyśmy ponosić za kontynuowanie przeze mnie nauki – byłam bowiem trzecim dzieckiem w rodzinie. Rodzice kupili mi paszport (zapewne fałszywy) i zapłacili odpowiedniej osobie za zorganizowanie mi transportu do Europy. Z Pekinu wyleciałam do Moskwy, gdzie czekali już na mnie ludzie, którzy mieli przerzucić mnie dalej. Postój w stolicy Rosji trwał około siedmiu dni – umieszczono mnie i całą grupę, która przybyła wraz ze mną w jakimś mieszkaniu. Następnie wyruszyliśmy samochodem w kierunku Europy. Nie pamiętam już, ile dni trwała cała podróż. Pamiętam jedynie, że jechaliśmy wtedy grupą – jechaliśmy w nocy, a w dzień zatrzymywaliśmy się w hotelach. Podczas jednego takiego postoju złapała nas policja, odkrywając, iż nielegalnie przebywamy na terenie ich kraju. Wtedy dowiedziałam się, że jestem w Polsce. Tak więc w Polsce jestem przypadkiem, według pierwotnych zamierzeń miałam dotrzeć do Francji. Chciałam tam uczyć się i pracować. O Polsce nie wiedziałam nic. A teraz - zdecydowanie chcę pozostać w Polsce! Tutaj widzę swoją przyszłość. Pragnę skończyć szkołę, dostać się na studia, założyć rodzinę – zwyczajnie cieszyć się życiem. Tutaj czuję się swobodnie, mogłabym nawet powiedzieć, że czuję się wręcz częścią polskiego społeczeństwa. Moje życie teraz wygląda dosyć przeciętnie – chodzę do szkoły, czasami biorę udział w zajęciach dodatkowych. Mieszkam z młodą parą, która się o mnie troszczy, ale nie jestem przez nich adoptowana. Mam tu wielu przyjaciół, na których mogę liczyć. Praktycznie cały czas przebywam z Polakami. Dużo pomagają mi także moi polscy opiekunowie. Oczywiste jest, że pojawiają się różne problemy, ale przecież to normalne. Zawsze, kiedy pojawiają się trudności, są obok mnie ludzie gotowi przyjść mi z pomocą. Raczej nie doświadczyłam tu dyskryminacji. Czasami spotykam w tramwajach małe dzieci, które żartują sobie albo udają, że mówią po chińsku. Jest to nieco uciążliwe, ale przymykam na to oko. Poza tym, nie mam problemów – w szkole spotykam się z szacunkiem, a koledzy i koleżanki odnoszą się do mnie z sympatią. Generalnie nie mam negatywnych wspomnień dotyczących procesu starania się o azyl. Kiedy mieszkałam w ośrodku dla uchodźców, bardzo zależało mi na nauce języka – dlatego też zaczęłam chodzić na zajęcia do szkoły. Na lekcje uczęszczałam jako wolny słuchacz i w żaden sposób nie byłam oceniana. Spotykałam też wiele osób, które chciały mi pomóc – spędzałam z nimi wiele czasu i uczyłam się od nich polskiego. Na początku, polska szkoła była dla mnie koszmarem – mogłam tam tylko siedzieć i gapić się. Nie potrafiłam zrozumieć ani słowa. Dlatego też nie przepadałam za chodzeniem do szkoły. Spotkałam jednak pewną nauczycielkę, która zorganizowała dla mnie dodatkowe zajęcia z nauki języka i przekonała mnie do pozostania w szkole. Jeszcze nie wiem, co chciałabym studiować. Na razie muszę zdać maturę, co będzie dosyć skomplikowane ze względu na to, że wszystko będzie po polsku. Obecnie chodzę do trzeciej klasy liceum – po przyjeździe do Polski nie chodziłam przez jakiś czas do szkoły... Przez pierwszy rok w Polsce mieszkałam w ośrodku dla uchodźców, gdzie był specjalny oddział dla nieletnich. Warunki nie były najlepsze, ale pokój dzieliłam tylko z jedną osobą i było dosyć cicho. Ponieważ nie opuszczałam ośrodka, dostawałam klucze do biblioteki i mogłam czytać i oglądać filmy. Po opuszczeniu ośrodka, mieszkałam przez jakieś sześć miesięcy w domu dziecka. Mogłam tam zostać do dwudziestego piątego roku życia pod warunkiem, że kontynuowałabym naukę. Nie mogę jednak powiedzieć, żeby to był najlepszy okres w moim życiu... Od około dwóch lat mieszkam z rodziną zastępczą. Moich rodziców poznałam w domu dziecka. Aby lepiej się poznać, chodziliśmy do kawiarni, spotykaliśmy się, a czasami zabierali mnie do siebie na soboty i niedziele. Pewnego dnia, kiedy miałam problemy ze współlokatorką, zadzwoniłam do nich, a oni przyjechali następnego dnia i zabrali mnie do siebie. Pozwolili mi podjąć decyzję odnośnie mojego pobytu u nich. Postanowiłam z nimi zostać i podpisaliśmy dokument, w którym zobowiązali się do opiekowania się mną aż do osiągnięcia przeze mnie pełnoletności. Kiedy to się stało, zdecydowałam się z nimi pozostać. Na początku mieszkaliśmy w jednym małym mieszkanku, ale później przeprowadziliśmy się – moi rodzice chcieli, abym miała własny pokój. Cieszę się bardzo, że do nich trafiłam. Z dnia na dzień czuję się szczęśliwsza. Dzięki nim nauczyłam się także wiele o polskim stylu życia. Moi rodzice zastępczy stali się dla mnie kimś więcej, niż tylko opiekunami – im naprawdę na mnie zależy: chodzą do szkoły na wywiadówki, pytają się o moje oceny i starają się zapewnić mi wszystko, czego potrzebuję. Mogłabym jedynie powiedzieć, że ośrodki dla uchodźców są dosyć daleko od centrów miast i że jest tam czasem nudno. Ale mnie jest tu po prostu doskonale. Nie mam na co narzekać. (luty, 2006) Historii wysłuchał Ervin Bartis Tekst zredagowała Agnieszka Kosowicz
Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Uchodźczego