Portrety
... Wejscie
... Galeria
... Portrety
... Nagrania
W moim kraju mamy problem: jest dyktatura. Pochodzi z Gwinei, czeka na status uchodźcy. Ma wiele planów, pisze autobiografię. W Polsce od ponad pół roku. W moim kraju jest problem, mamy dyktaturę. Kilku moich przyjaciół zostało aresztowanych. Działałem w opozycji, w Partii Socjaldemokratycznej. Byłem studentem. Ale u mnie w kraju mówią, że jak jest się studentem, to w politykę nie powinno się mieszać. Mówią, że trzeba się uczyć i robić to, co człowiekowi mówią. Podczas ostatnich wyborów moja partia wygrała, władza sfałszowała jednak wybory, bo Prezydent chciał zostać u władzy. Mój ojciec, który też działał w opozycji, został już wcześniej aresztowany. Po tych wyborach Prezydent kazał aresztować wszystkich, którzy są w opozycji. Wtedy uciekłem z kraju. Wcale niełatwo tak jednego dnia zostawić wszystko. Ja miałem dwa tygodnie czasu na przygotowanie. Potrzebowałem zaproszenia i wizy, żeby dostać się do jakiegoś europejskiego kraju. Sekretarz naszej partii, który ostrzegł mnie wcześniej przed planowanymi aresztowaniami, powiedział, że zna kogoś w ambasadzie Rosji, kto może mi pomóc. Tak dostałem wizę do Federacji Rosyjskiej. Podróż z Gwinei okazała się długa. Musiałem zrobić przerwę w podróży w Dakar, w Senegalu. Potem poleciałem do Moskwy, do Rosji. Mieszkałem tam kilka lat, ale było trudno. Inni Gwinejczycy, którzy byli tam dłużej, mówili, że rosyjskie władze nie dają nam, Gwinejczykom, statusu uchodźcy. No więc musiałem sam sobie radzić. Choć to było bardzo trudne, udało mi się w końcu znaleźć pracę: ładowałem towary na ciężarówki, czasem ryż, czasem cukier – razem z trzema kolegami przerzucaliśmy dziennie po 120 ton towaru. Zarabiałem tyle, żeby przeżyć: opłacić mieszkanie, kupić jedzenie i coś do ubrania. Starałem się oszczędzać, żeby uzbierać na wyjazd gdzieś indziej, gdzieś, gdzie będę mógł być formalnie uznany za uchodźcę. Tak trafiłem do Polski. Wiedziałem, że Polska jest już w Unii Europejskiej, i że jest krajem demokratycznym, gdzie prawa uchodźców są respektowane. W internecie przeczytałem, że procedura nadania statusu trwa 6 miesięcy, że jest w Polsce biuro UNHCR i organizacje, które pomagają uchodźcom. W przyjeździe tutaj znowu pomogli mi znajomi – przyjechałem tu z Rosji na podstawie wizy turystycznej. Życie w Polsce nie jest dla mnie łatwe, bo mieszkam w ośrodku dla uchodźców. Trudno mi przede wszystkim z tym, że nie mam prawa do pracy – więc nie mam pieniędzy. Nawet nie stać mnie na telefon, żeby zadzwonić do rodziców i powiedzieć, że wszystko u mnie w porządku. Tak, że łatwo nie jest. Dostajemy w ośrodku jedzenie, ale niedobre. Jestem muzułmaninem – a dają nam wieprzowinę, której nie jem. Są dni, gdy piję tylko herbatę. Ostatnio przechodziłem nawet gastroskopię, miałem problemy – bo po prostu nie jestem przyzwyczajony do jedzenia, które dostajemy w ośrodku. Po tym badaniu mam przynajmniej dowód, że faktycznie to jedzenie w ośrodku mi szkodzi. Wystąpiłem o ekwiwalent (wypłatę gotówki zamiast posiłków, na zapewnienie wyżywienia we własnym zakresie – przyp.red.), mam nadzieję, że go dostanę. Wtedy będę mógł kupować i gotować sobie jedzenie, do którego jestem przyzwyczajony. Osoba, która ubiega się w Polsce o status uchodźcy, dostaje miesięczne kieszonkowe: około 70 złotych. Mój miesięczny bilet autobusowy kosztuje 66 złotych. Tym sposobem co miesiąc mam 4 złote na wydatki. To nie jest życie! Czasem po prostu nie kupuję biletu. Zdarzyło mi się, że zatrzymał mnie konduktor. Chciał wlepić mi mandat, ale wytłumaczyłem mu, że tego mandatu nie zapłacę, bo po prostu nie mam pieniędzy. Czasem konduktorzy grożą, że zawołają policję, ale zwykle po 10 minutach puszczają mnie bez niczego. Atmosfera w ośrodkach jest niedobra, ponieważ nie możemy pracować. Siedzimy tam po prostu i czekamy, czekamy. Mimo to staram się jakoś zorganizować sobie czas. Dzięki koledze dwa razy w tygodniu udzielam konwersacji z języka angielskiego, a w PAH raz w tygodniu uczę się polskiego. Tych lekcji polskiego mogłoby być więcej, raz w tygodniu to za mało. Zgłosiłem się na kurs polskiego, ale nie mam jeszcze odpowiedzi, czy mnie przyjęli. Ten kurs jest tylko dla uznanych uchodźców, a ja nie mam jeszcze statusu. Bardzo bym chciał nauczyć się polskiego. Myślę, że jeśli jesteś w jakimś kraju, to bardzo ważne znać jego język. Zamierzam się tu integrować, budować swoją przyszłość, więc język polski jest mi potrzebny. Znam kilka innych języków: rosyjski, francuski, niemiecki, języki malinke i soussou. Gdy już opanuję polski, chciałbym jeszcze nauczyć się chińskiego. To język tak różny od innych! Znam już kilka słów, chiński jest bardzo interesującym językiem. Kiedy byłem w areszcie deportacyjnym, przeczytałem w gazecie ogłoszenie na temat spotkania młodych socjaldemokratów. Kiedy mnie zwolnili z aresztu, skontaktowałem się z nimi. Potem zaprosili mnie na swój kongres. Opowiedziałem, że w Gwinei działałem w Partii Socjaldemokratycznej, że prawa człowieka nie są u nas przestrzegane, a opozycja jest prześladowana. Kongres był ciekawy, był tam szef SLD, a nawet członek Parlamentu Europejskiego. Potem miałem szansę z nimi porozmawiać o opowiedzieć o swoich problemach. Myślę, że w Polsce jest dla mnie przyszłość. Bardzo jest dla mnie ważne dostać status uchodźcy, bo wtedy będę mógł pracować, zadbać o swoje życie i zintegrować się z polskim społeczeństwem. Planuję tutaj skończyć studia w systemie wieczorowym (żeby móc pracować w dzień) i założyć rodzinę. Moja Partia Socjaldemokratyczna z Gwinei ma swoje biura w Niemczech, w Wielkiej Brytanii, USA, ale w Polsce nie. Więc myślę, żeby założyć tutaj nasze biuro. Kto wie, może polscy socjaldemokraci mi pomogą? Moglibyśmy wymieniać się informacjami o różnych rzeczach, także o prawach człowieka. Tutaj każdy ma tyle możliwości, tyle szans, nie to, co w moim kraju. Zdaję sobie sprawę, że żeby te plany mogły się ziścić, przede wszystkim muszę dostać status. Procedura otrzymania statusu jest skomplikowana, a czasem niezrozumiała. Na początku, kiedy tylko złożyłem wniosek o status, od razu powiedziano mi, że zostanę aresztowany. Byłem zdziwiony, przecież nie zrobiłem nic złego. Nie rozumiałem, dlaczego tak się dzieje, ani dlaczego UNHCR nie może na to poradzić. Tak trafiłem do aresztu deportacyjnego. Dzień po aresztowaniu zabrano mnie do sądu, gdzie sędzia wyjaśnił, że jestem w areszcie, ponieważ jestem w Polsce nielegalnie. “Dobrze – odpowiedziałem – teraz mówicie mi, że jestem nielegalnie. Ale pamiętajcie, że nie tak dawno to Polacy byli uchodźcami w różnych krajach europejskich. I też nie mieli dokumentów – a mimo to dostali pomoc i miejsce do życia. Sędzia wszystko notował, ale i tak trzymali mnie w areszcie miesiąc czasu. Fakt, że w ciągu 10-11 dni dostałem formalne zawiadomienie od Straży Granicznej, że nie deportują mnie do Gwinei. Denerwowałem się, że uciekłem z kraju przed więzieniem po to tylko, żeby trafić do więzienia w Polsce. Płakałem w tym areszcie, rozpaczałem. Tłumaczyli mi, że areszt deportacyjny to nie więzienie, że to tylko formalność, że tam jestem, ale mnie to nie robiło różnicy. Warunki nie były nawet takie złe, a jedzenie lepsze, niż potem w ośrodku dla uchodźców. Mimo to czułem się, jak w więzieniu, bo nic nie mogłem robić. Kiedy mnie wypuścili z aresztu po 22 dniach, znów musiałem radzić sobie sam. Nie dostałem żadnej pomocy, wskazówek, biletów, nic, co pomogłoby mi trafić do ośrodka dla uchodźców. Sam musiałem trafić. Mieszkam już w ośrodku ponad pół roku. Mieszkam w pokoju z trzema innymi osobami, które mają inne zainteresowania, niż ja. Przede wszystkim, ja nie palę i nie piję. Dym z papierosa mi przeszkadza. Chciałbym przeprowadzić się do pokoju dwuosobowego – bo to się jeszcze da wytrzymać. Cztery osoby w pokoju to na prawdę przesada. Ośrodek jest chroniony, w drzwiach stoi ochrona – ale nie myślę, żeby to było konieczne. W ciągu dnia można swobodnie wchodzić i wychodzić, ale ośrodek zamykany jest o 23:00, więc przed tą godziną trzeba być zawsze z powrotem. Mówią, że na decyzję czeka się zwykle 6 miesięcy. Jestem tu już dłużej – a dostałem tylko list, że moja sprawa jest skomplikowana i na jej ocenę potrzebne będzie dodatkowe 6 miesięcy. To czekanie mnie wykańcza. Chciałbym pracować, iść na studia, zadzwonić do domu i powiedzieć matce, że u mnie wszystko w porządku. Nie wiem, o co chodzi? Przecież byłem przesłuchany, powiedziałem wszystko, co mogłem. Co jeszcze mam zrobić? Nawet ci młodzi socjaldemokraci napisali mi list poparcia, jest w mojej teczce w Urzędzie... Czuję się samotny, nie mam przyjaciół. Niby w ośrodku są jeszcze ludzie z Gwinei, ale mi chodzi o przyjaciół, którzy mnie zrozumieją, którym będę mógł ufać i po prostu dzielić się z nimi codziennymi sprawami. Tak bardzo chcę dostać ten status, żeby rozpocząć normalne życie. Wiem, że jeśli nie dostanę statusu, mogę się odwołać. Myślę jednak, że aby to miało sens, będę potrzebować prawnika. Mam nadzieję, że ludzie, których poznałem w Polsce, pomogą mi. Teraz koncentruję się na tym, żeby rozsądnie zagospodarować swój czas. Zacząłem pisać autobiografię. Zaczyna się w okresie, gdy miałem jakieś sześć lat. Teraz piszę o początku 2000 roku. Moja książka to będzie także porównanie kultur: o życiu w Gwinei, w Rosji, a teraz – w Polsce. Chcę też tą książką pokazać moim młodym afrykańskim braciom, że życie nie jest łatwe. Mam nadzieję, że uda mi się tę książkę wydać. Chciałbym któregoś dnia zrobić niespodziankę mojej matce – i wręczyć jej własną książkę. Byłaby szczęśliwa. (kwiecień, 2006) Historii wysłuchał Ervin Bartis Tekst zredagowała Agnieszka Kosowicz
Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Uchodźczego